„Jak zrobić streama sesji RPG, żeby Wiewiórska obejrzała do końca?” – poradnik praktyczny

Nie mogłam uwierzyć, gdy pierwszy raz usłyszałam iż Czasy Nowożytne przyniosły eRPeGom zupełnie nową, ekstremalną formę rozrywki: oglądanie sesji RPG innych ludzi. Siedzisz sobie wygodnie na kanapie w dresach i podgryzasz kotleta, a na ekranie pięciu gości w pełnej immersji gra w Zew Cthulhu, i tak przez dwie godziny. W kadrze absolutnie nic się nie zmienia, bo widzisz ciągle tych samych pięciu gości i żaden nie mówi do ciebie. Zdarza ci się wprawdzie raz na jakiś czas podskoczyć nerwowo, gdy audio streamerów nie daje rady ich pełnym emocji okrzykom, ale na dobrą sprawę to nie twoje emocje. Zwykle nie znasz scenariusza, nie widzisz nawet co wypada na kostkach a mimo to… niesamowite, ile wskazuje licznik wyświetleń. Wygląda na to, że masa ludzi uprawia owo wstydliwe podglądactwo! 

Obiecawszy sobie jednak, że nie będę ślepo negować niczego, co [jeszcze] nie pasuje do mojego światopoglądu, postanowiłam sama przekonać się, jak od mojego „ostatniego razu” zmieniło się eRPeGowe środowisko, kto jest w nim kim i co jest teraz modne. I tak, przeszło rok temu, zaczęła się moja przygoda z oglądaniem sesji RPG online i do dnia dzisiejszego widziałam ich już pewnie z kilkadziesiąt, z czego o znamienitej większości wolałabym zapomnieć. Co się zobaczyło już się jednak nie odzobaczy, więc aby ów trud nie poszedł całkiem na marne zostawię tutaj kilka uwag, które być może pomogą komuś uczynić swoje streamy lepszymi. Albo chociaż pozwolą się Wam pośmiać ze staroświeckiej Pani „Za moich czasów” Wiewiórskiej.

1.    Gdzie się patrzysz miękka ninjo?!

Nic mnie bardziej nie doprowadza do szału, niż to, gdy streamerzy patrzą w dół. Albo w bok. Albo w ogóle gdzieś indziej. Ja wiem, że przy streamowaniu z własnych pokoi jest taka całkowicie sensowna potrzeba spoglądania na miniaturki współgraczy, ale jeśli odbywa się to kosztem wrażenia, że streamerzy mają swoje wypowiedzi zapisane na kartce, na którą muszą zerkać bo z pamięcią krucho, to już gorzej. Bardzo postuluję – umieścić kamerę nie wyżej niż na wysokości wzroku i wszystkie miniaturki przesunąć pod górną granicę monitora.

Jeszcze gorzej jest, gdy gra toczy się przy jednym stole i każdy uczestnik patrzy w innym kierunku. Czasami nawet w tym złym, np. w lewo, podczas gdy okienko z Mistrzem Gry jest po prawej, jeśli streamerzy nie opanowali jeszcze trudnej sztuki montażu odbić lustrzanych. Nie wiem jak to rozwiązują niektórzy, bo są tacy co radzą sobie z tym problemem, ale polecam się zorientować. Ideałem byłoby, gdyby widz miał wrażenie, że chociaż kątem oka zerkacie także na niego.

2.    Czy leci z nami widz?

Odpalam stream i kaboom! - jestem w samym środku wprowadzenia do sesji. Ani be, ani me, ani nawet „dzień dobry”, tylko od razu „siedzicie w karczmie”. Streamerzy między sobą rzucają insajd-dżołki, bo przecież znają się jak łyse konie. Streszczenia założeń tego niszowego systemu RPG wydanego tylko w języku pasztuńskim też nie ma co robić, bo przecież wszyscy w promieniu 3 metrów go znają. „Rzuć na bwegewege. Wyszło? Udaje ci się, dopisz sobie [niewyraźnie]. Ruhlenwitzkin ubity”. NIE. Nic z tego nie zrozumiałam. Nie wiem po co miałabym oglądać to dalej. Nie widzę potrzeby zaśmiecania internetów czymś, co bawi i uczy tylko samych streamerów. Unsubscribe.

3.    O jakie to piękne! I się rusza!

Nie wiem jak się nazywają te świetnie zrobione, klimatyczne widoczki w tle i okienka, w których widać współgraczy, ale jeśli WIELKIE LOGO czegośtam na  środku zajmuje tyle miejsca co dwóch graczy razem wziętych, zepchniętych niczym ubodzy krewni do narożników, to ja się na to nie piszę. Mam naprawdę duży telewizor, ale jeśli żeby ponapawać się grymasami przerażenia na twarzach graczy muszę zwlec się z kanapy i spotkać z dywanem w połowie drogi, to wolę po raz czterdziestypiąty obejrzeć Park Jurajski (tak! Oto mój coming-out! Od dzieciństwa jestem psychofanką!).

Jeszcze gorzej jest, jeśli tło jest kolorowsze niż uczestnicy spotkania, a tak się niestety zazwyczaj zdarza. Rzadko kiedy osobnik razy ludzkiej, a tacy zazwyczaj pojawiają się w streamach, przyciąga wzrok równie bardzo co logotypy patronów czy hipnotycznie falujące tło.

4.    Gwiazdy prywatnie.

O, a ten Julek co gra T’skrangiem nosi bokserki w awokado. Nie, na sesji był ubrany, ale leżały w kadrze na wielkim kopcu. O czym była sesja? Nie pamiętam. Wzroku nie mogłam oderwać od kolekcji opasłych tomiszcz o rachunkowości budżetowej. Wiecie, rozumiecie, nic więcej pisać nie będę.

5.    Tak bardzo pr0.

To na koniec, bo będzie bardzo subiektywnie. Gdzieś sprzed lat pamiętam, że sesje były fajne dlatego, że można było SWOBODNIE podrałować sobie po innych światach, poczuć trochę emocji na co dzień obcych i porobić coś, czego na żywca nigdy bym nie zrobiła. Nie wiem jak się wyżej wymienione mają do dzisiejszego grania, ale wiem, że jak widzę graczy w stuporze, tak przejętych faktem, że ich nagrywają, że tracą całą swoją spontaniczność i flow i połykają kij od szczotki, to jest mi zwyczajnie przykro. Wydaje mi się wtedy, że ktoś robi im krzywdę, za pomocą kamery odbierając im to fajne poczucie, że w RPG mogą zrobić wszystko – i chcę lecieć ich ratować. Może to trochę kwestia prowadzącego, aby przed takim spotkaniem wytworzył trochę atmosfery prywatności, może samych graczy, którzy podświadomie wkręcają sobie, że zdają egzamin do telewizji, ale uwierzcie mi – im bardziej będziecie naturalni, ufni w to że jesteście fajni i że to co robicie jest dla nas wszystkich zabawą, tym bardziej takie staroświeckie ludki jak ja będą Was lubić.

Milionów subskrypcji życzę i czekam na Wasze sesje online.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz